poniedziałek, 12 maja 2014

Present Perfect – diabeł tkwi w… nazwie.


Ach, ten Present Perfect. Nie dość, że trzeba się uczyć trzeciej formy czasowników nieregularnych, nie dość, że trzeba pamiętać o has i have, to jeszcze w dodatku nie wiadomo, kiedy używać. Porównujemy sobie „I have done” z „I did”, próbując dociec czy to się zdarzyło 5 minut temu czy właśnie przed chwilą, starając się zrozumieć gdzie tu, u licha, jest różnica…

Cóż, jak to mówią: diabeł tkwi w szczegółach. A konkretnie: w nazwie. Z reguły tłumaczy się tym, którzy uczą się języka angielskiego, że Present Perfect jest czasem przeszłym. To dlaczego, pytam się, nazywa się „Present”?
Present Perfect a może Perfect Present?

Słówko „present” ma w języku angielskim dwa główne znaczenia: „present” jako prezent, podarunek (dlatego mówi się, że dzień dzisiejszy to dar i nie powinno się go marnować na bezsensowne wkuwanie słówek!) oraz „present” jako teraźniejszość. Present Perfect należy więc rozumieć jako czas z grupy teraźniejszych. Kropka.

Mało tego, jest to teraźniejszość perfekcyjna, idealna („perfect” to po angielsku „perfekcyjny, idealny”). Na przykład taka, w której właśnie skończyliśmy nudny i długi projekt, który wcale nam się nie podobał, ale który musiał zostać ukończony. Leży on sobie przed nami lub jest zapisany na naszym PC (skrót od Personal Computer, tak przy okazji). Chcemy wykrzyczeć całemu światu, że nareszcie jest gotowy. I wtedy dzwoni szef, pytając o ten właśnie projekt. A my odpowiadamy triumfalnie:

„I have just finished it.” – Właśnie go skończyłem/-am.

W ten sposób dajemy naszemu szefowi do zrozumienia (i to z naciskiem), że projekt jest skończony i gotowy. Tu i teraz. W teraźniejszości. Obecnie. Właśnie skończony. Teraz przyszłość jest już prosta (w czasie Future Simple): you will go away (pójdziesz sobie) na zielone łąki, łapać motyle… Bo TERAZ projekt został właśnie zakończony, TERAZ są konsekwencje twojej ciężkiej pracy. Tylko na polski się tak niefortunnie tłumaczy, że projekt jest „skończony” (przeszły dokonany).

Ale też nie zawsze. Weźmy sobie przystojnego anglika (bo o ładną angielkę raczej trudno…), który mieszka w Polsce od kilku lat i niech nam o sobie poopowiada. Jest duża szansa, że powie nam:

„I have lived in Poland for five years.”

W wolnym tłumaczeniu: „Mieszkam w Polsce przez pięć lat.” MIESZKAM. Nie mieszkałem. MIESZKAM. Teraz. Nadal. Wciąż. W teraźniejszości. Dobra nasza, może go zaprosimy na to wspólne łapanie motyli, czemu nie.

Jak już sobie tak człowiek uświadomi, że Present Perfect to przecież czas teraźniejszy, tak naprawdę, to można łatwo sobie dorobić filozofię porównania pomiędzy tym naszym idealnym czasem a prostą przeszłością, czyli Past Simple.

Weźmy taki przykład:

I ate breakfast this morning. – Zjadłem śniadanie dzisiaj rano. (w czasie Past Simple)

No tak, ale to było rano. Teraz zapewne jesteś głodny jak wilk, nie? Ale nie o tym mowa. Nacisk jest na czas, na dzisiejszy poranek, kiedy to miało miejsce pożeranie śniadania. A teraz spróbujmy tak:

I have just eaten breakfast. – Właśnie zjadłem śniadanie. (w czasie Present Perfect)

Świetnie. Więc nie jesteś głodny, brzuch jest pełny, a miłe uczucie ciepła i sytości wypełnia twoje całe jestestwo. Teraźniejszość idealna…

5 komentarzy:

  1. Uczę się angielskiego od lat i nikt mi jeszcze w taki sposób nie wytłumaczył tego "dziada" :) aczkolwiek lubię ten czas i zawsze lubiłam, może podświadomie wyczuwałam, że coś jest tu idealne! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Perfekcyjnie! :) Życzę powodzenia w nauce i pozdrawiam serdecznie! :)

      Usuń
  2. Monika, kontynuuj, czekam na więcej !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Na pewno będzie więcej! :)

      Usuń
    2. Lubię ludzi kreatywnych. Świetny pomysł! Będę tu zaglądać:-)

      Usuń